"Te chwile są z nami
I nikt nie zabierze
I nikt nie zabierze
ich dopóki my
Będziemy wciąż tacy sami
Z radością odkrywać
Będziemy wciąż tacy sami
Z radością odkrywać
każdy nowy dzień"
Kamil Bednarek - "Cisza"
- Nie dam ci ani jednej truskawki. - powiedziała dziewczynka, wyjmując małe pudełeczko z piknikowego kosza.
- Violetto, wiesz przecież, że jestem na nie uczulony. - westchnął chłopak i przewrócił oczami.
- Dlatego właśnie zjem je wszystkie. Niemądry jesteś, León. - zaśmiała się perliście i ze smakiem skonsumowała owoc. Patrzył na nią z uśmiechem na twarzy. Jego przyjaciółka była dla niego wielkim skarbem. Znali się praktycznie od małego i każdy dzień nie spędzony razem, był dla nich stracony. Godziny mijały nieubłaganie szybko, i chociaż widzieli się od rana do wieczora, to wciąż im było mało. Dziewczyna kochała swojego przyjaciela jak własnego brata. Wierzyła, że nic ich nigdy nie rozdzieli. Wspólnie spędzony czas utwierdzał ją w przekonaniu, że może być już tylko lepiej.
- Chyba czas się zbierać... - powiedziała, zerkając na zegarek. Wskazywał on godzinę dziewiętnastą pięćdziesiąt. Chłopak zadeklarował się z pomocą. W szybkim tempie naczynia znalazły się w koszu, a resztki jedzenia zostały wyrzucone do śmietnika. Zadowoleni zabrali swoje rzeczy i ruszyli do domu. Mieszkali po sąsiedzku, dlatego też wrócili razem. Przed drzwiami zatrzymali się i zbliżyli do uścisku.
- Widzimy się za godzinę. - oznajmił León i puścił Violettcie oczko. Ta ochoczo pokiwała głową i nacisnęła klamkę drzwi swojego domu. Odstawiła bagaż na podłodze i pobiegła przywitać się z tatą. Radosna rzuciła się mu na szyję i mocno wyściskała.
- Violu, co takiego się stało? Wręcz kipisz z radości. - spytał podejrzliwie ojciec, ale po chwili domyślił się wszystkiego. - León?
- Za godzinę idę do niego. Tatusiu, pozwolisz mi, prawda? - prosiła dziewczynka. German zaśmiał się i wydał pozwolenie na spotkanie się swojej córki z chłopakiem. Nie mógł przecież zabronić jej zobaczenia się ze swoim przyjacielem. Fakt, faktem, że spędzali ze sobą dużo czasu, ale to jeszcze dzieci.
Otworzyła swoją szafę i wyciągnęła z niej piżamę. Upchała ją do poręcznej torby wraz ze szczoteczką do zębów i grzebieniem do włosów. Spakowała również karty i inne zabawki, którymi uwielbiali się bawić. Zbiegła po schodach na dół i pożegnała się z tatą.
- Tylko wróć jutro na śniadanie! - krzyknął tata, kiedy Violetta opuszczała dom. Zapukała do drzwi państwa Verdas. Otworzyła jej mama chłopaka, Margaret.
-León czeka na ciebie u siebie w pokoju. Miło mi cię znowu widzieć. - posłała dziewczynce uśmiech i zaprowadziła na górę. Chłopak, gdy tylko ujrzał Violę, od razu podniósł się z łóżka i wyściskał przyjaciółkę.
- Już nie mogłem się doczekać. - powiedział. Oboje szybko przebrali się w piżamy i usiedli na dywanie. Violetta wyjęła karty z torby i rozdała je. Przez pół godziny grali w "Wojnę". Zabawy mieli przy tym co nie miara.
- Vilu, a mogę cię uczesać? - spytał León, robiąc maślane oczka.
- No dobrze. Tylko nie skołtuń mi włosów, bo pożałujesz.- posłała mu złowrogi wzrok.
- Dobra, dobra. - machnął ręką i chwycił grzebień. Wolnymi ruchami rozczesywał jej czekoladowe pasma włosów. Dziewczyna siedziała nieruchoma i wpatrywała się w odległy punkt. Po chwili chłopak "wyczarował" na jej głowie całkiem ładną fryzurę.
- Podoba mi się. - mruknęła, spoglądając w lustro. - Szkoda tylko, że w nocy mi się zniszczy...
-Nie martw się, jutro zrobię ci taką samą. - powiedział wesoły. Do głowy przyszła mu świetna myśl. - A może by tak nie umyć dziś zębów, co? Najemy się słodyczy i ich nie umyjemy. - dziesięciolatka zgodziła się na ten pomysł. Mniej straconego czasu. Otworzyła batonika i zjadła go czterema gryzami. Później w ruch poszły cukierki. Nie obyło się bez papierków porozrzucanych na podłodze.- Mama posprząta. - oznajmił León, śmiejąc się z upaćkanej buzi swojej przyjaciółki. - Ale twojej twarzy już raczej nie umyje. Leć do łazienki! - wypchał ją z pokoju.
W nocy ani im się śniło spać. Mieli jeszcze sobie tyle do powiedzenia.
- Cii, bo nas jeszcze rodzice usłyszą. - chłopak przyłożył palec do ust dziewczyny.
- Dobrze. - wyszeptała. - Ty też musisz być grzeczny, bo jak nie, to sobie pójdę.
- Nie! - krzyknął cichutko. - To znaczy, będę grzeczny. - wymamrotał. W końcu padnięci zasnęli na podłodze. Violetta leżała wtulona w Leóna, a ten widok rozczuliłby każdego. Wyglądali tak słodko...
Nad ranem obudzili się z bólem brzuchów. Cukierki dały o sobie znać. Nie spoczywały grzecznie w ich brzuszkach.
- Chyba za dużo wczoraj zjedliśmy... - León westchnął i usiadł na krześle.
- Mnie aż tak bardzo nie boli. Raczej mnie mocno nie boli. Dobra, boli. - jęczała. Tata chłopaka, Victor, otworzył drzwi pokoju swojego syna. Ujrzał dzieciaki zwijające się z bólu.
- Margaret, przynieś krople żołądkowe, naszym maluszkom ból doskwiera. - zaśmiał się i zebrał papierki z dywanu, po czym wyrzucił je do kosza na śmieci. Chwilę później kobieta przyszła i poczęstowała Violettę i Leóna łyżką syropu. Bardzo szybko ból brzucha ustąpił.
- Chyba czas na mnie... Do zobaczenia, do widzenia! - pożegnała się z przyjacielem i jego rodzicami.
- Pa, Vilu. - pomachał jej na do widzenia i zamknął za nią drzwi.
Dziewczyna otworzyła drzwi domu i po cichutku zakradła się do salonu. Na paluszkach doszła do kanapy, na której siedział jej ojciec i zakryła mu oczy swoimi drobnymi, kruchymi rączkami.
- Zgadnij kto to. - zagadnęła wesoło. Mężczyzna nie powitał jej z entuzjazmem.
- Gdzie mamusia? Nie wróciła jeszcze z pracy? - spytała. German wstał z sofy, podszedł do swojej córki i objął ją swoim ramieniem.
- Nie, córeczko, nie wróciła. I nie wróci. Kocham cię, aniołku, wiesz? - ucałował ją w czoło i starł łzę, która spływała po jego policzku. Viola spojrzała smutno na tatę.
- Tatuś, jak to nie wróci? Powiedz, proszę. - pociągnęła go za rękaw koszuli.
- Mamusia dołączyła do grona aniołków. - nie wiedział jak jej to wytłumaczyć. Co powiedzieć dziecku, które ma się dowiedzieć, że jego rodzicielka opuściła ten świat?
- Jest takim aniołkiem, jak ja?
- Nie, córciu. Ona teraz jest tam, na górze. - wskazał na sufit. - I patrzy tam na ciebie. - coś w nim pękło i rozpłakał się, jak małe dziecko. Do Violetty zaczynało wszystko docierać. Już nie ujrzy swojej mamy, nie przytuli jej, powie, jak bardzo ją kocha, nie obdaruje jej uśmiechem. To wszystko przeminęło. Nic już nie będzie takie samo. Bezsilna usiadła na podłodze i schowała twarz w rękach. Płakała rzewnymi łzami. Jej oczy napuchły, a policzki były rozpalone niczym ogień. Myśl, że już nigdy nie ujrzy swojej mamy tak bardzo ją przytłaczała. Serce pękło na tysiące drobnych kawałeczków. Nie został jej nikt oprócz taty i Leóna.
- Córeczko, będzie dobrze. - ojciec przytulił ją do swojego serca. Ona jednak wyrwała się i pobiegła do swojego pokoju.
Od tamtej chwili minęło siedem lat. Przez ten czas bardzo wiele się zdarzyło. Sprawy przybrały nieciekawy obrót. León Verdas wraz z rodzicami bez słowa wyjechali z kraju. Kiedy pewnego dnia dziewczyna przyszła do swojego przyjaciela, nikogo nie zastała. Pukała dłuższą chwilę. Zauważyła, że okna są pozamykane, a w środku nie ma mebli. Tak po prostu zostawił ją, bez wyjaśnienia.
- Dlaczego? - spojrzała w niebo. - Mamo, gdybyś tu była... Ja nie dam rady bez ciebie. - wróciła do domu i zamknęła się w pokoju. Płakała przez pół dnia. Wreszcie ojciec postanowił z nią porozmawiać.
- Słonko, co się dzieje? - spytał stroskany, głaszcząc dziewczynkę po głowie.
- Muszę go odnaleźć. Musimy! - rzuciła poduszką przed siebie.
- Nie poznaję cię. Violu, kogo trzeba odnaleźć? - zdziwił się ojciec.
- Leóna, a kogo! Wyjechał, zostawił mnie, mama też mnie zostawiła! Nie chcę bez nich żyć! Nie potrafię! Tylko ty mi zostałeś, nie odejdź, proszę... - rozpłakana wtuliła się mocno w ramię ojca. Siedzieli tak oboje bardzo długo. Mijały godziny, a oni wciąż byli w tej samej pozycji.
Nadaremno były te wszystkie poszukiwania. W mieście żadnej informacji o rodzinie nazwiskiem Verdas. Violetta miała nadzieję, że jednak odnajdzie swojego przyjaciela. Ale jak wiadomo, nadzieja matką głupich. Nic już nie będzie takie samo...
¡Hola! Jak obiecałam, dzisiaj przychodzę do Was z zupełnie nową historią. Jak zauważyliście po Prologu, León i Violetta są (a raczej byli) dziećmi. Napisałam go ze trzy tygodnie temu, dlatego już nic tu nie zmieniałam. Nie martwcie się, w 1 rozdziale więcej wątków. Opowiadanie nie będzie tylko o Leonettcie, ale także o innych pairingach. Jakich? Wszystkiego się dowiecie w swoim czasie. Szałowy nagłówek wykonała nasza kochana Maja Wilczek :) Liczę na szczerą opinię. Rozdziały 1 i 2 już napisane i tylko czekają na publikację :)
Caro xx
P.S. Tak a'propo, jak tam Mikołajki? Dostaliście coś? ;) Ja "Mój pamiętnik" Violetta, książkę, słodycze, coś od koleżanek, a poza tym u mnie pada śnieg! :D Szykuje się prawdziwa zima...







