6.12.2013

Prolog: Nic już nie będzie takie samo

        "Te chwile są z nami
I nikt nie zabierze
ich dopóki my
Będziemy wciąż tacy sami
Z radością odkrywać
każdy nowy dzień"
Kamil Bednarek - "Cisza"

          Słoneczny dzień w Meksyku. To tutaj rodzą się najtrwalsze przyjaźnie na wieki. Dwoje młodych dzieci, na oko mający dziesięć lat, bawiło się na polanie. Koc, na którym leżały dwa talerzyki, soczki w kartonie i kanapki z serem, zajmowali również przyjaciele. Siedzieli naprzeciwko siebie i zajadali się smakołykami, które samodzielnie przygotowali.
- Nie dam ci ani jednej truskawki. - powiedziała dziewczynka, wyjmując małe pudełeczko z piknikowego kosza.
- Violetto, wiesz przecież, że jestem na nie uczulony. - westchnął chłopak i przewrócił oczami.
- Dlatego właśnie zjem je wszystkie. Niemądry jesteś, León. - zaśmiała się perliście i ze smakiem skonsumowała owoc. Patrzył na nią z uśmiechem na twarzy. Jego przyjaciółka była dla niego wielkim skarbem. Znali się praktycznie od małego i każdy dzień nie spędzony razem, był dla nich stracony. Godziny mijały nieubłaganie szybko, i chociaż widzieli się od rana do wieczora, to wciąż im było mało. Dziewczyna kochała swojego przyjaciela jak własnego brata. Wierzyła, że nic ich nigdy nie rozdzieli. Wspólnie spędzony czas utwierdzał ją w przekonaniu, że może być już tylko lepiej.
- Chyba czas się zbierać... - powiedziała, zerkając na zegarek. Wskazywał on godzinę dziewiętnastą pięćdziesiąt. Chłopak zadeklarował się z pomocą. W szybkim tempie naczynia znalazły się w koszu, a resztki jedzenia zostały wyrzucone do śmietnika. Zadowoleni zabrali swoje rzeczy i ruszyli do domu. Mieszkali po sąsiedzku, dlatego też wrócili razem. Przed drzwiami zatrzymali się i zbliżyli do uścisku.
- Widzimy się za godzinę. - oznajmił León i puścił Violettcie oczko. Ta ochoczo pokiwała głową i nacisnęła klamkę drzwi swojego domu. Odstawiła bagaż na podłodze i pobiegła przywitać się z tatą. Radosna rzuciła się mu na szyję i mocno wyściskała.
- Violu, co takiego się stało? Wręcz kipisz z radości. - spytał podejrzliwie ojciec, ale po chwili domyślił się wszystkiego. - León?
- Za godzinę idę do niego. Tatusiu, pozwolisz mi, prawda? - prosiła dziewczynka. German zaśmiał się i wydał pozwolenie na spotkanie się swojej córki z chłopakiem. Nie mógł przecież zabronić jej zobaczenia się ze swoim przyjacielem. Fakt, faktem, że spędzali ze sobą dużo czasu, ale to jeszcze dzieci.
          Otworzyła swoją szafę i wyciągnęła z niej piżamę. Upchała ją do poręcznej torby wraz ze szczoteczką do zębów i grzebieniem do włosów. Spakowała również karty i inne zabawki, którymi uwielbiali się bawić. Zbiegła po schodach na dół i pożegnała się z tatą.
- Tylko wróć jutro na śniadanie! - krzyknął tata, kiedy Violetta opuszczała dom. Zapukała do drzwi państwa Verdas. Otworzyła jej mama chłopaka, Margaret.
-León czeka na ciebie u siebie w pokoju. Miło mi cię znowu widzieć. - posłała dziewczynce uśmiech i zaprowadziła na górę. Chłopak, gdy tylko ujrzał Violę, od razu podniósł się z łóżka i wyściskał przyjaciółkę.
- Już nie mogłem się doczekać. - powiedział. Oboje szybko przebrali się w piżamy i usiedli na dywanie. Violetta wyjęła karty z torby i rozdała je. Przez pół godziny grali w "Wojnę". Zabawy mieli przy tym co nie miara.
- Vilu, a mogę cię uczesać? - spytał León, robiąc maślane oczka.
- No dobrze. Tylko nie skołtuń mi włosów, bo pożałujesz.- posłała mu złowrogi wzrok.
- Dobra, dobra. - machnął ręką i chwycił grzebień. Wolnymi ruchami rozczesywał jej czekoladowe pasma włosów. Dziewczyna siedziała nieruchoma i wpatrywała się w odległy punkt. Po chwili chłopak "wyczarował" na jej głowie całkiem ładną fryzurę.
- Podoba mi się. - mruknęła, spoglądając w lustro. - Szkoda tylko, że w nocy mi się zniszczy...
-Nie martw się, jutro zrobię ci taką samą. - powiedział wesoły. Do głowy przyszła mu świetna myśl. - A może by tak nie umyć dziś zębów, co? Najemy się słodyczy i ich nie umyjemy. - dziesięciolatka zgodziła się na ten pomysł. Mniej straconego czasu. Otworzyła batonika i zjadła go czterema gryzami. Później w ruch poszły cukierki. Nie obyło się bez papierków porozrzucanych na podłodze.- Mama posprząta. - oznajmił León, śmiejąc się z upaćkanej buzi swojej przyjaciółki. - Ale twojej twarzy już raczej nie umyje. Leć do łazienki! - wypchał ją z pokoju.
          W nocy ani im się śniło spać. Mieli jeszcze sobie tyle do powiedzenia.
- Cii, bo nas jeszcze rodzice usłyszą. - chłopak przyłożył palec do ust dziewczyny.
- Dobrze. - wyszeptała. - Ty też musisz być grzeczny, bo jak nie, to sobie pójdę.
- Nie! - krzyknął cichutko. - To znaczy, będę grzeczny. - wymamrotał. W końcu padnięci zasnęli na podłodze. Violetta leżała wtulona w Leóna, a ten widok rozczuliłby każdego. Wyglądali tak słodko...
Nad ranem obudzili się z bólem brzuchów. Cukierki dały o sobie znać. Nie spoczywały grzecznie w ich brzuszkach.
- Chyba za dużo wczoraj zjedliśmy... - León westchnął i usiadł na krześle.
- Mnie aż tak bardzo nie boli. Raczej mnie mocno nie boli. Dobra, boli. - jęczała. Tata chłopaka, Victor, otworzył drzwi pokoju swojego syna. Ujrzał dzieciaki zwijające się z bólu.
- Margaret, przynieś krople żołądkowe, naszym maluszkom ból doskwiera. - zaśmiał się i zebrał papierki z dywanu, po czym wyrzucił je do kosza na śmieci. Chwilę później kobieta przyszła i poczęstowała Violettę i Leóna łyżką syropu. Bardzo szybko ból brzucha ustąpił.
- Chyba czas na mnie... Do zobaczenia, do widzenia! - pożegnała się z przyjacielem i jego rodzicami.
- Pa, Vilu. - pomachał jej na do widzenia i zamknął za nią drzwi.

          Dziewczyna otworzyła drzwi domu i po cichutku zakradła się do salonu. Na paluszkach doszła do kanapy, na której siedział jej ojciec i zakryła mu oczy swoimi drobnymi, kruchymi rączkami.
- Zgadnij kto to. - zagadnęła wesoło. Mężczyzna nie powitał jej z entuzjazmem.
- Gdzie mamusia? Nie wróciła jeszcze z pracy? - spytała. German wstał z sofy, podszedł do swojej córki i objął ją swoim ramieniem.
- Nie, córeczko, nie wróciła. I nie wróci. Kocham cię, aniołku, wiesz? - ucałował ją w czoło i starł łzę, która spływała po jego policzku. Viola spojrzała smutno na tatę.
- Tatuś, jak to nie wróci? Powiedz, proszę. - pociągnęła go za rękaw koszuli.
- Mamusia dołączyła do grona aniołków. - nie wiedział jak jej to wytłumaczyć. Co powiedzieć dziecku, które ma się dowiedzieć, że jego rodzicielka opuściła ten świat?
- Jest takim aniołkiem, jak ja?
- Nie, córciu. Ona teraz jest tam, na górze. - wskazał na sufit. - I patrzy tam na ciebie. - coś w nim pękło i rozpłakał się, jak małe dziecko. Do Violetty zaczynało wszystko docierać. Już nie ujrzy swojej mamy, nie przytuli jej, powie, jak bardzo ją kocha, nie obdaruje jej uśmiechem. To wszystko przeminęło. Nic już nie będzie takie samo. Bezsilna usiadła na podłodze i schowała twarz w rękach. Płakała rzewnymi łzami. Jej oczy napuchły, a policzki były rozpalone niczym ogień. Myśl, że już nigdy nie ujrzy swojej mamy tak bardzo ją przytłaczała. Serce pękło na tysiące drobnych kawałeczków. Nie został jej nikt oprócz taty i Leóna.
- Córeczko, będzie dobrze. - ojciec przytulił ją do swojego serca. Ona jednak wyrwała się i pobiegła do swojego pokoju.

          Od tamtej chwili minęło siedem lat. Przez ten czas bardzo wiele się zdarzyło. Sprawy przybrały nieciekawy obrót. León Verdas wraz z rodzicami bez słowa wyjechali z kraju. Kiedy pewnego dnia dziewczyna przyszła do swojego przyjaciela, nikogo nie zastała. Pukała dłuższą chwilę. Zauważyła, że okna są pozamykane, a w środku nie ma mebli. Tak po prostu zostawił ją, bez wyjaśnienia.
- Dlaczego? - spojrzała w niebo. - Mamo, gdybyś tu była... Ja nie dam rady bez ciebie. - wróciła do domu i zamknęła się w pokoju. Płakała przez pół dnia. Wreszcie ojciec postanowił z nią porozmawiać.
- Słonko, co się dzieje? - spytał stroskany, głaszcząc dziewczynkę po głowie.
- Muszę go odnaleźć. Musimy! - rzuciła poduszką przed siebie.
- Nie poznaję cię. Violu, kogo trzeba odnaleźć? - zdziwił się ojciec.
- Leóna, a kogo! Wyjechał, zostawił mnie, mama też mnie zostawiła! Nie chcę bez nich żyć! Nie potrafię! Tylko ty mi zostałeś, nie odejdź, proszę... - rozpłakana wtuliła się mocno w ramię ojca. Siedzieli tak oboje bardzo długo. Mijały godziny, a oni wciąż byli w tej samej pozycji.
Nadaremno były te wszystkie poszukiwania. W mieście żadnej informacji o rodzinie nazwiskiem Verdas. Violetta miała nadzieję, że jednak odnajdzie swojego przyjaciela. Ale jak wiadomo, nadzieja matką głupich. Nic już nie będzie takie samo...


¡Hola! Jak obiecałam, dzisiaj przychodzę do Was z zupełnie nową historią. Jak zauważyliście po Prologu, León i Violetta są (a raczej byli) dziećmi. Napisałam go ze trzy tygodnie temu, dlatego już nic tu nie zmieniałam. Nie martwcie się, w 1 rozdziale więcej wątków. Opowiadanie nie będzie tylko o Leonettcie, ale także o innych pairingach. Jakich? Wszystkiego się dowiecie w swoim czasie. Szałowy nagłówek wykonała nasza kochana Maja Wilczek :) Liczę na szczerą opinię. Rozdziały 1 i 2 już napisane i tylko czekają na publikację :) 
Caro xx 
P.S. Tak a'propo, jak tam Mikołajki? Dostaliście coś? ;) Ja "Mój pamiętnik" Violetta, książkę, słodycze, coś od koleżanek, a poza tym u mnie pada śnieg! :D Szykuje się prawdziwa zima...

4.12.2013

EPILOG

       MUZYKA

       W życiu są takie chwile, kiedy trzeba wreszcie wziąć się za siebie. Stawić czoła problemom. Nie zawsze wychodzimy z tej walki zwycięsko, ale lepiej powiedzieć, że się walczyło, niżeli nic nie robiło. Zawsze jest jakieś wyjście. Nieważne, czy gorsze czy lepsze.
   Szatyn przemierzał uliczki Buenos Aires. Niespokojnie rozglądał się na boki tak, jak gdyby bał się kogokolwiek, lub czegokolwiek. W oddali ujrzał niewyraźną sylwetkę postaci, która stała oparta o drzewo. Chłopak skierował się w tamtą stronę. Nieustanny niepokój ostatnio opanował Diega, który bał się jakiegokolwiek bliższego spotkania ze swoim byłym znajomym Javierem. Stanął naprzeciwko niego, ze stresu wkładając ręce do kieszeni spodni.
-Po co mnie tutaj zawołałeś?- spytał. Chłopak zaśmiał się pod nosem i spojrzał w jego stronę.
-Nie rozśmieszaj mnie, Fernandez. Dobrze wiesz, o co mi chodzi. Osiągnąłeś swój cel. Zdobyłeś Dianę. Składam ci szczere gratulacje.- parsknął i obrócił głowę.
-O czym ty mówisz? Javier... Nie rozumiem cię.- on tylko westchnął i zamknął oczy. -Powiesz mi, dlaczego zawsze byłeś dla mnie wredny? Dostanę odpowiedź?
-Skoro tak bardzo chcesz, proszę. Masz wszystko. Rodzinę, szczęśliwy dom, dziewczynę, przyjaciół, a ja? Życie nie obdarowało mnie tym co dostałeś ty. Od dziecka byłem zazdrosny o ciebie. Każda pochwała należała się tobie, a ja? Nie usłyszałem nic. Czuję... czuję pustkę. Wiem, że cię zraniłem. Zachowałem się niewdzięcznie, i chociaż mam świadomość, że mi tego nie zapomnisz, wybaczysz?- kończąc swoją wypowiedź, oparł się o murek i osunął na ziemię. Patrząc na niego miał wielką chęć podejścia i pogodzenia się z nim.
-Wstań, nie rób z siebie pajaca.- zaśmiał się i podał mu rękę. Ten tylko zdziwiony podniósł się z ulicy i otworzył buzię nie mogąc nic wydusić. -No już, chodź tu do mnie, wybaczam.- Javier niemalże rzucił się mu w ramiona. Usłyszeli ciche szepty dochodzące zza ich pleców. 
-No i na takie zakończenie liczyłam.- szepnęła Diana do Violetty, po czym podbiegła do Diega i ucałowała go w policzek.
-Cieszę się, że dajesz mi szansę. Tym razem cię nie zawiodę.- uśmiechnął się Javier.

       Po raz ostatni spotkali się na polanie, gdzie często urządzali pikniki. Słońce ogrzewało ich nagie ramiona, a wiatr delikatnie wygwizdywał melodię piosenki.
   Razem siedzieli na kocu śmiejąc się do bólu brzucha. Wiedzą, że to ich pożegnanie przed wejściem w dorosłość. Teraz każdy pójdzie swoją drogą, ale pewne jest to, że przyjaźń przetrwa. Więzi są tak silne, że nawet najgorsza kłótnia nie potrafiłaby ich rozdzielić.
-León, o co ci chodzi?- spytała Violetta przyglądając się swojemu chłopakowi. -Nie masz przypadkiem gorączki?- dotknęła ręką jego czoła. Ten parsknął i pokiwał głową.
-No pewnie, że nie.- udawał poważnego, ale jego stan na to nie pozwolił. Był tak rozbawiony, że nawet czyjś najmniejszy ruch wprowadzał go w głupawkę. Nie wiadomo było jednak, co jest jego przyczyną. Dziewczyny zauważyły te symptomy u wszystkich chłopaków ze swojego grona. Westchnęły głośno.
-Co za dzieci.- odparła Ludmiła.
-A co byście powiedzieli na zaśpiewanie piosenki po raz ostatni?- zaproponowała Francesca. Wszyscy przytaknęli ochoczo głowami i wstali z koca.

Otwieram oczy, a mój głos
Łamie się od emocji
Światła, oklaski i kurtyna
Odsłania się, na każdym przedstawieniu
Czuję jak muzyka wibruje
Moje ciało zaczyna drżeć
Oddycham przy każdej okazji
Niech zaczynie się zabawa

Ziemia, którą czuję przy stąpaniu
Na każdym koncercie, na który idę
Ludzie śpiewają moją piosenkę
Rozpala się ten ogień
To wewnętrzne powietrze we wzdychaniu
Jest niczym wiatr w lataniu
Rośnie tak wielkie jak morze
Wszystko to kocham

To się nie może skończyć
A ja nie mogę przestać tańczyć
To impreza, której nie można zatrzymać
Chodźmy, niech nie powstrzymują się w skakaniu
Dziś wiem, że możemy dużo więcej
To moment żeby krzyczeć
Marzenia się spełniają

Czuje się siłę w sercu
To nieskończona miłość
Poczuj światło w sobie
Naśladuj mój rytm

To się nie może skończyć
A ja nie mogę przestać śpiewać
To impreza, której nie można zatrzymać
Chodźmy, niech nie powstrzymują się w skakaniu
Dziś wiem, że możemy dużo więcej
To moment żeby krzyczeć
Marzenia się spełniają

Chodźmy, niech nie powstrzymują się w skakaniu
Dziś wiem, że możemy dużo...

Mam jasność co do uczuć
Jest oczywiste co czuję
Jesteśmy wietrzną policją
Jesteśmy skrzydłami energii
Podążaj za wewnętrznym instynktem
I nie bój się miłości
Pokaż, co masz w zanadrzu
A nic ani nikt nie będzie mógł cię zatrzymać
Bądź marzycielem, twórcą, zwycięzcą, myślicielem
Żyj bez kłamstw i bez bólu
Tylko miłością
O to chodzi w życiu
Chodzi o bycie lepszym

Chodźmy, niech nie powstrzymują się w skakaniu
Dziś wiem, że możemy dużo więcej
To moment żeby krzyczeć
Marzenia się spełniają 

Po raz ostatni spotkali się w tak dużym gronie. Wiedzą, że te chwile chociaż przeminęły, zostaną w ich sercach już na zawsze.
Bo przecież To się nie może skończyć...




------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Ręce mi drżą. Nie wiem co napisać. Cieszycie się? Smucicie? Dziękuję za te wspaniałe (prawie) 5 miesięcy. Dziękuję, że mogłam podzielić się z wami moją historią. Poznałam wspaniałych ludzi, których komentarze bardzo mnie cieszyły, nie znalazłam żadnego krytykującego (co mnie bardzo dziwi o.O). Dziękuję za wszystkie rozmowy na GG, za to, że jesteście, byliście i będziecie. Bez Was nic bym nie osiągnęła. 
Dotychczas:
66,259 wyświetleń bloga (paręnaście tysięcy z innych kraji!)
751 komentarzy
306 głosów oddanych w ankiecie "Czytasz to opowiadanie?"
54 obserwatorów
Oraz mnóstwo czytelników <3
Nie sądziłam, że tyle przetrwam i osiągnę. 
Będę tęsknić za tą historią, zżyłam się z nią, ale pomimo tego nie potrafię dalej jej kontynuować. Nie odchodzę jednak z tego bloga. Już niedługo pojawi się nowe opowiadanie. Będzie zupełnie inne (mam nadzieję, że mi wyjdzie).
Dziękuję:
Savanna (Adusia moja kochana ;*) <3
Maja Wilczek <3
Marcela Ferro <3
Ally <3
Alexandra Comello <3
Gabi Verdas <3
Pycia;* <3
Ag. <3
Agaa <3
FrugO Verdas <3
karciaa;* <3
Szczurek Leoś <3
YoEspanolAmor <3
Teddy Verdas <3
Kasia Verdas <3
Violetta Castillo <3
Martynaa Z. <3
LuLu <3
Lufflen <3
RaggaLady Kaboom <3
Xabianistka love <3
Chocolate ;3 <3
Karolina Universo <3
Kriena Ponte <3
Alice Heredia <3
Vanessa Castio <3
Tini :* <3
Dynka Verdas <3
Alexis Verdas <3
Ewka P <3
Mia <3
Kamila Splinter <3
 Zuzanax <3
Zuzia M. <3
Naty Ponte <3
Śliczna <3
xAdusiax <3
Domi Pasquarelli <3
Zuzanna Niedźwiedzka <3
olka wnuk <3
Ania Blanco <3
Jogobella. <3
LodoyTini <3
Leosia <3
Agnieszka Stawarz <3
Vailet :* <3
Werkoss PL <3
Samantha Fikcyjna <3
Karolina H <3
klaudia jagła <3
Magda Castillo <3
Alexia R <3
Tess <33 <3
 Wiktoria . <3
Wanessa Musiał <3
Ciasteczko ;pp <3
Julia B. <3
Emilia Las <3
Oraz każdemu anonimkowi! :*
Kolejność przypadkowa, jeżeli kogoś pominęłam, to bardzo przepraszam. Pisałam połowę z głowy xd Jeżeli czytałaś/eś a nie komentowałeś, to daj chociaż jeden komentarz. 
Dziękuję za wszystko. Kocham Was! :*
Caroline Verdas Łodyga
 
 

3.12.2013

ROZDZIAŁ 70

Diana:
       Dzisiejszy dzień miał być wyjątkowy. Mnóstwo pracy i wysiłku włożonego w ten rok szkolny nie poszły na marne. Oficjalnie kończę ostatni rok nauki, a właściwie pierwszy w tej szkole. Ja mogę jeszcze zostać, natomiast moi przyjaciele są absolwentami Studio OnBeat. Wykształcili się na niesamowicie zdolnych muzyków. Wierzę, że przynajmniej połowa z nich stanie się sławna, ale nie zapomni o takiej szarej myszce jak ja. Próby na zakończenie odbywały się od rana do późnego popołudnia, aż wreszcie Pablo stwierdził, iż jesteśmy świetnie przygotowani na to przedsięwzięcie. Cieszę się, że rodzice zapisali mnie do tej szkoły. Dzięki niej poznałam nowych przyjaciół, poznałam magiczny świat muzyki, który szybko mnie wciągnął, oraz Diega... Boli mnie bardzo fakt, że perfidnie mnie okłamał, a teraz udaje, że nic się nie dzieje. Stałam oparta o ścianę teatru, gdzie mieliśmy występować i gładziłam ręką swoje ramię, dopóki nie poczułam innej dłoni. Automatycznie obróciłam głowę w bok i zdjęłam z twarzy uśmiech.
-Diego.- powiedziałam i odsunęłam się od chłopaka.
-Diano, daj mi to wszystko wytłumaczyć. Nie wiem, co Javier ci powiedział, ale musisz wiedzieć, że taki nie jestem. On mści się na mnie za ostatnie lata. Nie mam pojęcia, co mu zrobiłem. Proszę, uwierz...- mówił to z takim przekonaniem, że zrobiło mi się go żal. Do jego oczu cisnęły się łzy, dlatego też spuścił głowę w dół. Nie widziałam jeszcze żadnego chłopaka, który płacze... Nie zastanawiając się nad konsekwencjami podbiegłam do niego i rzuciłam się mu na szyję.
-Wierzę. Bardzo.- spojrzałam mu w oczy i złożyłam delikatny pocałunek na jego wargach. Nie miałam pojęcia, dlaczego to robię. Po prostu... zakochałam się.
Violetta:
       Od godziny latam po garderobie w tą i z powrotem próbując wbić sobie do głowy tekst piosenki. Niestety, marnie mi szło. Camila próbowała mnie uspokoić, ale to również nic nie dało.
-Proszę, zostawcie mnie samą.- poprosiłam. Dziewczyny wyszły z garderoby, a ja usiadłam na obrotowym krześle i głośno westchnęłam. Nic mi nie wychodzi. Po policzku spłynęła łza.
-Violu, wszystko w porządku?- spytał León, który nagle zjawił się tuż obok. Mocno mnie przytulił. Poczułam delikatne mrowienie.
-Tak... Chyba za bardzo stresuję się przed występem.- odparłam. Chłopak klęknął naprzeciwko mnie i posłał uroczy uśmiech.
-Będzie w porządku.- mocno go przytuliłam. Poczułam się znacznie lepiej. Spojrzałam na zegar ścienny wskazujący godzinę 18:00. Za chwilę po raz ostatni wystąpimy razem na deskach teatru. Ostatnie piosenki, chwile spędzone razem, to już nie wróci. A może jednak...

Hala roiła się od tłumów ludzi skandujących nasze imiona. Nie mogłam uwierzyć, że aż tyle osób przyszło nas obejrzeć. Wtem podbiegł do mnie Pablo oraz Antonio. Nie miałam pojęcia co się dzieje.
-Violetto, twój tata wystąpi razem z tobą na "Soy mi mejor momento"! Cieszysz się?- spytali. Nic nie zrozumiałam, ale gdy tylko obróciłam głowę ujrzałam mojego ojca ubranego w garnitur. Stał dumny i przypatrywał się naszej widowni. Zaśmiałam się głośno i podeszłam do taty.
-Gotowy?- spytałam.
-Ale na co?
-Nie udawaj. Wiem, że wystąpisz ze mną.- zaśmiałam się, a on wraz ze mną.
-Macie minutę!- powiedział głos z megafonu. Odetchnęłam głośno i spojrzałam na scenę. Ustawiali właśnie rekwizyty potrzebne do piosenki "Salta" chłopaków. Angie dawała wszystkim dobre rady, ale z tego wszystkiego kompletnie zapomniała o tym, że musi się przebrać. Kiedy tylko się zorientowała, poleciała do przebieralni.
-Gotowi?- spytał Antonio.
-Gotowi.- chłopaki poprawili koszule i wbiegli na scenę słysząc głośny aplauz. To będzie świetny występ.
Ya estamos aca Abre paso da le Subete a mi nave Si quieres volar Te voy llevar Donde nadie llega
A otro planeta En un viaje espacial Ehh ehh
No tienes que temer
Ehh, ehh
No vas a caer
Pulsando ver más
Allá no hay gravedad



Występ był powalający. Dostali gromkie brawa. Cieszyłam się z ich powodzenia. Teraz czas na mnie.
-Dasz sobie radę.- pocieszył mnie León. Podziękowałam mu i wyszłam na scenę. Nogi miałam jak z waty. Tata zasiadł przy pianinie i zaczął akompaniować.
Es seguro que me oíste hablar
de lo que se puede hacer,
de la magia que tiene cantar
y de ser quien quieres ser
Ya no importa qué pueda pasar,
sino lo que tú has de hacer,
el color que uses al pintar,
lo que pienses y el pincel




Łza zakręciła mi się w oku. Przypomniałam sobie o mamie, o tym, że jest to nasza piosenka. Naszej rodziny, czyli moja, taty i mamy. Z powolnej melodii nagle zrobiła się szybka muzyka. Odwróciłam głowę. Moi przyjaciele dołączyli do mnie. Teraz przyszedł czas na finałowy występ. Po raz ostatni na scenie razem. Ostatnie piosenki, łzy wzruszenia, smutek, ale również radość.
Abro los ojos y mi voz
se quiebra de la emoción
Luces, aplausos y el telón
se abre en cada función
Siento la música vibrar
Mi cuerpo empieza a temblar
Respiro en cada ocasión
Que empiece el juego



Świat nagle zawirował mi przed oczami. Zrobiło mi się strasznie słabo od tego tłoku, że prawie spadłam na podłogę, na całe szczęście León mnie złapał. Podniosłam się i podziękowałam mu słodkim całusem.
Wreszcie po głośnym aplauzie, tłum ludzi ucichł. Niektórzy pojedynczo skandowali nasze imiona. Wiele razy padło moje, ale nie obyło się także bez innych.
Nauczyciele weszli na scenę i zabrali głos.
-Jak wiecie zebraliśmy się na uroczystym zakończeniu ostatniego dla naszych absolwentów roku w Studio OnBeat, dlatego jeszcze raz hucznie im podziękujmy za lata pracy, wytrwałości i chęci współpracy. Gromkie brawa dla naszych najzdolniejszych uczniów!- krzyknął Antonio, właściciel szkoły. Ponowne brawa utwierdziły nas w przekonaniu, że to wszystko nie poszło na marne. Starania zostały docenione, a my zyskaliśmy coś więcej niż talent. Zyskaliśmy naszą przyjaźń. Odnalazłam miłość. A moja historia... dopiero się zaczyna.





-------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Uduście mnie. Bez sensu, krótkie, długo czekaliście, ale nie miałam ostatnio internetu. Wybaczcie za tą beznadzieję.
Ma ktoś książkę "Pretty Little Liars. Sekrety."? Ja sobie właśnie kupiłam :D Lecę wtajemniczać się w historię przyjaciółek i słynnego A., który również zachęcił mnie do kupienia lekturki.
Trzymajcie się ciepło w ten "zimowy" wieczór :D
Caro :*